Dom Pokoju

Czy chrześcijanie i muzułmanie mogą żyć razem, na terytorium jednego kraju, bez nieporozumień, ekstremistycznych wystąpień i ataków? Czy mogą razem pracować, uczyć się, korzystać z tych samych praw i przywilejów, usług tych samych instytucji, czy mogą żyć obok siebie i nie popadać w konflikty? Czy jest możliwym, by katolikom nie przeszkadzało sąsiedztwo meczetu, a wyznawców Allaha nie obrażał krzyż? Mieszkańcy Tanzanii wiedzą, że tak.

Pokojowe współistnienie

Mieszkając w dzielnicy Segerea, na przedmieściach Dar es Salaam, w dzień i w nocy słyszymy nawoływania z minaretów i obrzędy ze świątyń chrześcijan. Życie religijne dzielnicy jest bogate i różnorodne. Obok licznych, mniejszych i większych, meczetów wzniesiono świątynie ponad dziesięciu wyznań chrześcijańskich: katolickiego, luterańskiego, pentakostalnego, świadków Jehowy, wyznawców Kościoła nowoapostolskiego, Narodowego Kościoła Tanzanii i jego odłamu, Evangelist Assemblies of God Tanzania, Church of God of Prophecy, Adwentystów Dnia Siódmego, Braci Morawskich i innych wyznań. W centrum i pozostałych dzielnicach znajdują się, między innymi, kościoły anglikanów i mormonów, a także świątynia sikhów. Oczywiście nie tylko Dar es Salaam jest domem rozmaitych religii i wyznań. Nawet na Zanzibarze, będącego częścią Tanzanii od 1964 roku obok licznych meczetów stoi świątynia wyznawców hinduizmu, kościoły katolików i anglikanów i innych wyznań protestanckich, których obecność nie prowokuje większych napięć na tle religijnym, mimo tego, że ponad 90% mieszkańców wyspy to Muzułmanie. W kontynentalnej części kraju Islam i Chrześcijaństwo mają mniej więcej tyle samo zwolenników, szacuje się, że każdą z religii wyznaje około 30-40% społeczeństwa (dokładnych danych brak. 80 – 90% muzułmanów to Sunnici). Pozostała Tańczyków to wyznawcy religii plemiennych, animistycznych, bahaici, praktykujący szamanizm, czarownictwo, a także plemiona ‘tradycyjnie ateistyczne’, które (tak jak Masajowie) nie uznają istnienia boga czy bogów, ale nie wyklucza to wiary w duchy, magię i praktykowania różnych obrzędów przypominających religijne. Jednak wiele wschodnioafrykańskich pierwotnych wierzeń zanika pod wpływem licznych działań misjonarskich.

Mimo tej ogromnej różnorodności nie widać żadnych konfliktów między wyznaniami, choć w swoich naukach kapłani chrześcijańscy i imamowie często krytykują inne religie lub ich odłamy. Ale tu każdy interpretuje i wprowadza wiarę w życie ‘na swój sposób’. Niektóre muzułmańskie kobiety noszą typowe, kolorowe, afrykańskie stroje, ich suknie odkrywają ramiona i część pleców, a włosy przysłania luźno przewiązana półprzezroczysta chusta, inne ubierają się od stóp do głów w czerń. Przez wąską szparę w masce bui-bui widać tylko oczy. Dzieci wielu wyznawców islamu chodzą do szkół prowadzonych przez katolickie misje. Rodzicom nie przeszkadza obowiązkowa nauka religii i modlitwy. Osobiście znamy pijących alkohol muzułmanów i katolików przystępujących do komunii świętej mimo życia w konkubinatach. Takiego stosunku do wiary nie akceptują księża ani imamowie, jednak brak radykalizmu w podejściu do nauk wyklucza ekstremistyczne działania. W Tanzanii nie ma protestów przeciw budowie takiej czy innej świątyni ani zamachowców samobójców atakujących wyznawców innych religii.

Potencjalnym zarzewiem konfliktów wewnętrznych mogłoby być także zróżnicowanie etniczne kraju, zamieszkiwanego przez około 130 plemion, imigrantów z krajów sąsiednich oraz Hindusów i Arabów. Jednak Tanzania nigdy nie zaznała tragedii wojen między zwaśnionymi plemionami, które pochłonęły miliony ofiar w sąsiadujących z nią Rwandzie, Burundi, Kongo i w innych częściach Afryki. Również konflikty na tle politycznym nigdy nie pociągnęły za sobą ofiar śmiertelnych na taką skalę jak w wielu krajach kontynentu. Przykładem państwa, w którym wybory, referendum i inne istotne wydarzenia polityczne często wiążą się z krwawymi zamieszkami jest lepiej rozwinięty, bogatszy sąsiad Tanzanii: Kenia.

Jak to możliwe?

Zamieszkiwany przez około 40 milionów ludzi kraj od początku swojego istnienia uniknął większych konfliktów wewnętrznych. Na straży ‘pokojowego współistnienia’ różnorodnych grup religijnych stoi konstytucja, zapełniająca pełną wolność wyznania każdemu obywatelowi i wolność zakładania nowych ruchów czy kościołów. Wystarczy zebrać dziesięciu wyznawców i uzyskać pozytywną rekomendację lokalnych władz. Poza dwoma przypadkami odmowy rejestracji na częściowo autonomicznym Zanzibarze, nie wiadomo nic o przypadkach tłumienia rozwoju nowych ruchów religijnych w Tanzanii.

Prawo zakazuje dyskryminacji i na każdym kroku stara się wprowadzić równość między dwoma wielkimi religiami. Nawet ilość dni wolnych od pracy jest taka sama dla muzułmanów i chrześcijan: cztery dni. W związku z tym uroczystość Bożego Ciała obchodzona jest w niedzielę po święcie. Faworyzacja jakiejkolwiek grupy religijnej jest w Tanzanii surowo zakazana.

Zwyczaj sprawowania władzy przez prezydenta muzułmanina w jednej i chrześcijanina w kolejnej kadencji nie jest prawem konstytucyjnym, a zwyczajowym, jednak by uniknąć jakichkolwiek napięć przestrzega się go i nikt przeciw niemu nie protestuje. Prawo zakazuje organizacjom religijnym wtrącania się do polityki, a politycy nie mogą używać retoryki, która mogłaby zachęcić do głosowania na nich wyznawców tylko jednej religii. Za prowadzenie kampanii w świątyniach można trafić do więzienia.

Te i inne zasady wyrażone są nie tylko w prawodawstwie. Tolerancja to istotny element narodowej tożsamości Tanzańczyków. Tożsamości, z której są niezwykle dumni.

Nauczyciel

By zrozumieć jak doszło do powstania tolerancyjnej mentalności w kraju tak zróżnicowanym pod względem etnicznym i religijnym, trzeba przyjrzeć się historii Tanzanii, jej powstaniu i twórcy narodu, który przez ponad dwadzieścia lat rządził krajem.

Pod koniec lat pięćdziesiątych, w obliczu nasilonych działań ruchów narodowowyzwoleńczych w całej kolonialnej Afryce, Anglicy wiedzieli, że odzyskanie niepodległości przez znajdującą się pod ich protektoratem Tanganikę (obecne terytorium Tanzanii bez Zanzibaru) jest tylko kwestią czasu. Dlatego z entuzjazmem przyjęli pojawienie się Juliusza Nyerere, stojącego na czele dążącego do wyzwolenia spod władzy kolonialnej TANU (Tanganyika African National Union). Przed rozpoczęciem kariery politycznej Nyerere pracował jako nauczyciel, był absolwentem uniwersytetu w Edynburgu, zwolennikiem Gandhiego, jego racjonalne podejście do polityki sprawiło, że Anglicy zaufali ruchowi, na którego czele stał, i w sierpniu 1960 zezwolili na wolne wybory do Rady Legislacyjnej Tanganiki, w wyniku których TANU zajęło 70 na 71 miejsc. Nyerere został mianowany premierem a 9 grudnia 1961 ogłosił niepodległość Tanganiki. W 1962 wybrano go na prezydenta kraju, ogłosił suahili językiem oficjalnym i nakazał nauczanie go w szkołach. Była to jedna z ważniejszych decyzji, której skutki widoczne są po dziś dzień. Tanzania to jeden z niewielu krajów Afryki, w którym mimo zróżnicowania etnicznego dominującym i powszechnie używanym jest jeden język. Ponadto Nyerere pozbawił władzy przywódców plemiennych, przez co stracili oni wpływ na kształtowanie tożsamości mieszkańców Tanganiki. Dalsze posunięcia prezydenta przybierały coraz mniej demokratyczną postać, a ich nadrzędnym celem było stworzenie zjednoczonego, dużego, silnego narodu, bo jak mawiał Nyerere, „Małe narody są jak nieprzyzwoicie ubrane kobiety. Prowokują podboje”. W 1963 prezydent stwierdził, że najlepszym rozwiązaniem dla Tanzanii będzie system jednopartyjny. TANU (później CCM, Chama Cha Mapinduzi – Partia Rewolucji) stało się jedynym legalnym ugrupowaniem politycznym. W 1964 po krwawych zamieszkach na Zanzibarze, wyspa została przyłączona do Tanganiki i tak powstała Zjednoczona Republika Tanzanii.

W połowie lat sześćdziesiątych sytuacja kraju, wówczas jednego z najbiedniejszych na świecie, była tragiczna. Średnia długość życia wynosiła 35 lat, brakowało dosłownie wszystkiego, zaledwie 10% ludności potrafiło czytać i pisać, a stu dwudziestu obywateli posiadających dyplomy ukończenia wyższych uczelni nie mogło wystarczyć do stworzenia silnej elity intelektualnej, która pomogłaby rozwiązać problemy Tanzanii.

Ale prezydent Nyerere nie potrzebował elit i doradców. W lutym 1967, w mieście Arusha, na północy kraju, wygłosił przemówienie, znane jako Deklaracja z Arushy. Stało się ono manifestem programowym polityki prezydenta, którą konsekwentnie wprowadzał w życie przez następne osiemnaście lat.

Deklaracja była manifestem socjalizmu w wersji wschodnioafrykańskiej. Zgodnie z nią istniejące przedsiębiorstwa upaństwowiono, a obywateli zachęcano do tworzenia wiosek Ujamaa, w których wspólnie mieli żyć, pracować, produkować dobra (tylko rolne – rozwój przemysłu został zaniedbany, skutki tych posunięć Tanzania odczuwa do dzisiaj). Deklaracja zakładała także nadanie wioskom i ich mieszkańcom prawa stanowienia o własnym losie i działania bez ingerencji rządu (która, biorąc pod uwagę brak dróg i powierzchnię kraju, trzykrotnie przekraczającą powierzchnię Polski, w pewnych rejonach byłaby praktycznie niemożliwa). Władze miały zapewniać tylko środki do produkcji rolnej, edukację i podstawową infrastrukturę. Mało kto był skłonny do przeprowadzania się w odległe krańce kraju do Ujamaa. 20% ludności, które z własnej woli przeniosło się do kolektywów można i tak uznać za propagandowy sukces Nyererego. Tak niewielka ilość obywateli skupionych wokół produkcji rolnej nie mogła wystarczyć by poprawić sytuację Tanzanii, więc w 1972 zaczęto przesiedlenia przymusowe, w wyniku których około 80% ludności zmuszono do przeprowadzki.

Paradoksalną zaletą (z dzisiejszego punktu widzenia) takiego rozwiązania było wymieszanie ludzi z odległych części kraju, z różnych plemion, mówiących różnymi językami i postawienie ich w sytuacji, w której musieli nauczyć się posługiwać jednym językiem: suahili. Wokół języka zbudowano poczucie wspólnoty narodowej oraz wcielano w życie słowa Nyererego zawarte w Deklaracji z Arushy: „socjalizm nie ma służyć czarnym, brązowym, białym ani żółtym. Celem socjalizmu jest służenie człowiekowi niezależnie od koloru jego skóry, […] niezależnie od umiejętności, zdolności i innych cech. A ekonomiczne instytucje socjalizmu, które teraz tworzymy […] mają służyć ludziom w naszym społeczeństwie.” W nowym państwie nie mogło być mowy o konfliktach na tle etnicznym czy religijnym.

Skrajna nędza i sytuacja wrzucenia w kolektywy produkcyjne, w których jeden człowiek (dosłownie) nie rozumiał drugiego sprawiały, że ludzie chętnie (lub z braku innych możliwości) przyjmowali ideologię i nową, tanzańską tożsamość narodową, na którą składał się język, duma z plemiennych korzeni i umiejętność stanięcia ponad religijnymi i etnicznymi podziałami. Mimo, iż słowa ‘socjalizm’ dziś już prawie nikt nie pamięta, podstawowe wartości propagowane w czasach Ujamaa i język suahili są nadal żywe.

Dziedzictwo

Po odejściu Nyererego na emeryturę w 1985 zarzucono politykę Ujamaa i zrezygnowano z propagowania znacznej części socjalistycznych ideałów (jednak pierwsze, wolne wybory odbyły się dopiero w roku 1995). Po niespełna dwudziestu latach rządów Nyererego kraj był zrujnowany i zadłużony. Zależny od pomocy z zewnątrz. Stosunkowo łagodny system totalitarny musiał coraz bardziej ‘przykręcać śrubę’ i w 1979 roku w Tanzańskich zakładach karnych odsiadywało wyroki więcej więźniów politycznych niż w RPA.

Polityki Nyererego nie można jednak uznać za całkowitą porażkę. Z niczego stworzył naród posługujący się jednym językiem, o mentalności, która do dzisiaj zapewnia wewnętrzną stabilność i spokój w kraju. Na początku lat 80 współczynnik analfabetyzmu wynosił zaledwie 10%, prawie wszyscy mieli dostęp do wody pitnej, służby zdrowia i szkół.

Po dziś dzień Tanzańczycy pamiętają właściwie tylko o zaletach i zasługach ‘Baba wa Taifa’ (Ojca Narodu), ‘Mwalimu’ (Nauczyciela), jego imieniem i przydomkami nazywają szkoły i różne budynki użyteczności publicznej. Twarz byłego prezydenta na wyblakłych bilbordach w Dar es Salaam przypomina, kto stworzył naród, podobizny Nyererego wiszą oprawione w złocone ramki w sklepach, maluje się je na murach szkół. Wielki ‚Mwalimu’ wciąż patrzy. ‘Nyerere Day’, rocznica śmierci prezydenta, to święto państwowe. Partia Rewolucji nawet teraz, 15 lat po wprowadzeniu systemu wielopartyjnego, wygrywa wszystkie możliwe wybory, a opozycja w organach rządzących to symboliczna mniejszość. Julius Nyerere i jego dziedzictwo to świętości, o których nie wolno powiedzieć złego słowa, a ostatni biały wykładowca uniwersytetu w Dar es Salaam, który ośmielił się skrytykować byłego prezydenta, z hukiem wyleciał z pracy. Ale propagandowa, polityczna świętość przywódcy nie wystarcza Tanzańczykom. W roku 2005 rozpoczął się proces beatyfikacyjny Juliusa Kambarage Nyerere.

Za różowymi okularami

Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że historia kontaktów muzułmańsko-chrześcijańskich w Tanzanii to piękna bajka o przyjaźni, wzajemnym poszanowaniu i relacjach, na które nigdy nie padł cień niezgody. Prawdą jest, że Tanzańczycy to naród spokojny, nieskory do waśni i bratobójczych walk, ale tutaj również dogmatyczne spory czasem prowadzą też do rękoczynów.

Na Zanzibarze nie tylko treści świętych ksiąg i sposób ich interpretacji są zarzewiem konfliktów. Praktycznie każde wybory to czas bardzo niespokojny. Podejrzenia o fałszerstwa, prześladowania zwolenników silnej, zanzibarskiej opozycji, zamieszki i gwałtowne protesty są tu standardem. Ataki na kościoły chrześcijan w 2004 stanowią poważną rysę na względnie pokojowej historii stosunków chrześcijańsko-muzułmańskich na wyspie i w kraju.

W dawnej Tanganice sprawy mają się lepiej, choć kości niezgody nie brakuje. Muzułmanie protestują przeciw sprzedaży wieprzowiny w sklepach mięsnych, doprowadziło to nawet do zdemolowania trzech takich sklepów w roku 1993. Sen z powiek chrześcijan spędzają głośne i długie wezwania na modlitwy o 4.30 rano, płynące z głośników umieszczanych na minaretach. Różnice w doktrynach obu religii prowadzą do sporów i nieporozumień. Szczególnie tzw. ‘comparative preaching’ (kazania porównawcze), gdzie kapłani jednej religii udowadniają na przykładach z Koranu i Biblii, że przedstawiciele ‘przeciwnego obozu’ nie mają racji. Takie kazania dały początek najpoważniejszemu, wielostronnemu konfliktowi między chrześcijanami, muzułmanami i państwem w lutym 1998 roku w Mwembachai. Nastroje podsycane przez imamów i grupę modlitewną ‘Biblia jest Odpowiedzią’ (która podobno podczas publicznych wieców wyśmiewała proroka Mahometa, co miało być odpowiedzią na obrażające chrześcijan nauki imamów związanych z miejscowym meczetem) przerodziły się w kilkudniowe zamieszki, walki uliczne, akty wandalizmu (zniszczono około 100 samochodów) i kradzieży, zakończone interwencją policji, która użyła ostrej amunicji. Zginęło dwóch uczestników zajść, sześciu zostało rannych.

Kryzys w Mwembachai był jedynym tak poważnym konfliktem między chrześcijanami a muzułmanami w Tanzanii. Poza nim i kilkoma aktami wandalizmu czy protestu kraj nigdy nie miał większych problemów z fundamentalizmem i walkami między zwolennikami wielkich religii. W stosunkach między chrześcijanami a muzułmanami panuje duch zgody i poczucie ponadreligijnej, narodowej wspólnoty. Nasuwa się tylko jedno pytanie: czy to naprawdę duch zgody, czy duch Nyererego? Czy kiedy świętość przywódcy zostanie podważona skończą się czasy pokoju i rozpoczną wewnętrzne wojny? Jedność narodowa Tanzańczyków z pewnością zostanie poddana niejednej próbie i pozostaje mieć nadzieję, że historia kraju, która właściwie dopiero co się zaczęła, zawsze będzie przykładem pokojowego współistnienia chrześcijan, muzułmanów, ponad setki plemion i mniejszości narodowych. Przykładem dla wielu krajów, nie tylko Afryki.

Wpis “Dom Pokoju” skomentowano 6 razy

  1. jaruta pisze:

    Z ogromnym zainteresowaniem czytam każdy, kolejny odcinek Państwa reportażu. Podziwiam barwy opisu, życzliwy stosunek do do ludzi (bez czułostkowej protekcjojnalności) nutkę humoru. Jak rozumiem Państwa przygoda zbliża się do końca, a mnie będzie bardzo brakowało Tanzanii oglądanej Waszymi oczami.

  2. Nauczyciele bez granic pisze:

    Serdecznie dziękujemy za pozytywny komentarz. Przygoda dobiega końca, choć opisów i zdjęć jeszcze trochę zamieścimy, bo nie wszystko co do powiedzenia i pokazania zostało, ujrzało światło dzienne. Jednak przygoda, niestety, kończy się.

  3. AA pisze:

    Jeden z najciekawszych tekstów jakie popełniliście. Dzięki wielkie! 🙂

    „Prawo zakazuje organizacjom religijnym wtrącania się do polityki, a politycy nie mogą używać retoryki, która mogłaby zachęcić do głosowania na nich wyznawców tylko jednej religii. Za prowadzenie kampanii w świątyniach można trafić do więzienia.” – taki zapis przydałby się też w naszej konstytucji…

  4. Żuczek pisze:

    Dzięki za wszystkie teksty! Zawsze z niecierpliwością, jak na pyszną ucztę, czekałem na kolejne wpisy i nigdy nie byłem zawiedziony tym co przeczytałem. Pozdrawiam Was serdecznie 🙂

  5. JAG pisze:

    Odkad to Masajowie nie uznaja Boga czy bogow? A swieta gora Ol Donyo Lengai to nie jest czasami siedziba boga Masajow Enkai czy Engai, ktory podarowal im wszystkie bydlo swiata? Zreszta obecnie wiekszosc Masajow to chrzescijanie i muzulmanie a nie ateisci.

  6. Nauczyciele bez granic pisze:

    JAG
    stąd w tekście cudzysłów nad ateizmem, że ludzi „wierzących w drzewa i kamienie” (cytat z opowieści jednego ze znajomych Masajów o wierzeniach w jego rodzinie) i nie wierzących w życie pozagrobowe trudno zakwalifikować jako ateistów ale ciężko też mówić w ich przypadku o jakiejś głębokiej religijności. Nie powiedziałbym też z taką pewnością, że „obecnie wiekszosc Masajow to chrzescijanie i muzulmanie”. Jeśli autorka komentarza ma dostęp do jakichś danych – proszę się podzielić. Chętnie się zapoznam. Jednak jest faktem, że tak jak napisałem „wiele wschodnioafrykańskich pierwotnych wierzeń zanika pod wpływem licznych działań misjonarskich” zarówno chrześcijańskich jak i muzułmańskich.

Dodaj komentarz