Eliasowa głowa (część 1)

Inteligencja naturalna?

Jesteś głodny? pyta Elias patrząc na skaczącego po ogrodzie wielkiego świerszcza. Jutro będzie padać – mówi z przekonaniem i… faktycznie. Prognozy naszego masajskiego ochroniarza zawsze się sprawdzają. Boli cię ucho? Jutro przyniosę ci takie ziele i wsadzisz sobie tam do środka, a na malarię to musisz zerwać liście tego drzewa, tego o tutaj i wrzucić do wody i gotować, gotować, gotować i wypić tę wodę… Nigdy nie skorzystaliśmy z eliasowych porad medycznych, ale może trzeba było spróbować, może masajskie zioła są równie skuteczne co indyjskie i chińskie leki przepisywane przez miejscowych lekarzy. Rozmowy z Eliasem są długie i ciekawe. Czasami za długie. Musimy już iść, jutro trzeba wcześnie wstać. Elias patrzy w niebo, na gwiazdy. Dziesiąta. Wracamy do domu, sprawdzamy zegarki. Rzeczywiście! Jest dokładnie dziesiąta. Wychowany w tradycyjnej, masajskiej wsi zdobył wiedzę potrzebną do przetrwania w afrykańskiej dziczy. Jednak masajska szkoła życia to zdaje się jedyna szkoła, z której Elias coś ‘wyniósł’.

Szkoła bardzo podstawowa

Do prawdziwej szkoły było daleko. Dwie godziny drogi. Nie zawsze ‘opłacało mu się’ docierać do szkoły, więc nieraz kładł się spać na polu i po kilku godzinach drzemki wracał do domu. Zwykle przychodził do szkoły trzy razy w tygodniu. Byłem łobuzem. Często biłem nawet starszych od siebie. Nieraz do krwi. Ale teraz jestem dobrym człowiekiem. Już się uspokoiłem. Bo jak miałem 20 lat doszedłem do wniosku, że bycie chuliganem nie ma sensu.

W podstawówce, do której Elias chodził trzy lata, uczył się wielu różnych przedmiotów. Z matematyki zawsze byłem dobry. Miałem 80. Domyślamy się, że chodzi o procenty. Rysunek 70, inne 50-60, Suahili 20. Uczył się też angielskiego. Jednak o ocenach z tego przedmiotu nie wspomina. Przypomina sobie za to jak wyglądała lekcja. Wchodził do klasy i witaliśmy go ‘Good morning, sir’ ‘Good morning students, how are you?’ ‘We are fine, thank you, how are you…’ Widać, że coś pamięta, choć nigdy nie użył żadnego zwrotu w rozmowie, powitaniu z nami czy choćby ze mną, choć wie, że suahili uczę się dopiero od przyjazdu do Dar. Ale to, że Elias pamięta jak klasa witała nauczyciela, to jeszcze nic! Okazuje się, że nasz masajski strażnik był uczony sławną i modną metodą Callana. No i mówił do nas ‘What is this? What is this?’ ‘This is a pen’, ‘Is this a window? Is this a window?’ ‘This is no window this is door’. Wymienia kilkanaście półpoprawnych zdań, które wbite callanowskim drylem w pamięć długotrwałą są niczym historyczne daty, nazwiska prezydentów i nazwy miast w Tanzanii, które też pamięta. I co z tego? Po prostu je pamięta! ‘Umie je’. Ale nawet tych strzępków angielskiego tkwiących głęboko w jego (pod)świadomości, nie jest w stanie zastosować w jakiejkolwiek sytuacji komunikacyjnej. A potem ojciec dowiedział się, że wagaruję, wkurzył się, że nie chodzę do szkoły i… po srogim laniu eliasowa edukacja uległa ukróceniu.

Przyjazd do miasta

Nie do końca wiadomo dlaczego Elias wyjechał do miasta. Czy to typowa ‘emigracja zarobkowa’, czy też coś przeskrobał… piąte przez dziesiąte wspomniał o jakiejś kradzieży, chuligaństwie, półsłówkiem wspomniał coś, czego Agnieszka nie do końca zrozumiała i chyba nasz rozmówca nie chciał by było jasne, dlaczego znalazł się w Dar. Czyżby to wygnanie? Bo jak sam mówi Na wsi nie ma pieniędzy. Na wsi pieniądze nie są potrzebne. Każdy ma swoje bydło, je mięso, pije krowie mleko i krew, uprawia kawałek ziemi… z drugiej strony rodziny są liczne. Dziadek Eliasa miał dziesięć żon, ojciec cztery, matka naszego ochroniarza miała dziesięcioro dzieci, z których on jest najmłodszy. Być może bycie ostatnim chłopcem w rodzinnej hierarchii miało związek z opuszczeniem rodzinnych stron i koniecznością ‘dorobienia się’ w szerokim świecie by udowodnić swoją ważność, kupić ziemię lub zdobyć pieniądze by po prostu przeżyć, bo niewykluczone, że jako najmłodszy w rodzinie, ostatni dostawał się do miski ugali, w której… nie było już nic.

No i przyjechałem do Ubungo autobusem z Arushy. Nie miałem pieniędzy. No i szedłem, szedłem, szedłem i doszedłem pieszo do Bara… do Barakudy. Nie miałem nawet za co kupić wody. No i położyłem się w ro… położyłem się w rowie. I tam zasnąłem. No i na drugi dzień budzi mnie dwóch ludzi, pytają skąd pocho… pytają ‘skąd pochodzisz?’. Od czasu do czasu, podczas snucia dłuższych opowieści, Eliasowi ‘załącza się’ dziwny sposób opowiadania. Polega on na tym, że przerywając co chwilę historię zawiesza głos, cofa się o kilka słów i dokańcza zdanie tak, jak zaprezentowałem to powyżej. Jest to prawdopodobnie sposób opowiadania historii mający utrzymać słuchaczy w napięciu lub mający zmusić odbiorcę do dokończenia zdania. Tego specyficznego zabiegu retorycznego Elias używa dość często. Podejrzewamy, że w jakiś sposób wywodzi się to z kultury masajskiej, ale brak nam w tej materii specjalistycznej wiedzy. Jednak by nie utrudniać czytelnikowi lektury dalszych cytatów z eliasowych opowieści, zrezygnuję z naśladowania sposobu opowiadania naszego ochroniarza.

I dali mi dwa banany. To był pierwszy raz jak coś jadłem od dwóch dni. Później poszedłem szukać innych Masajów. Tak jak opisywał Kapuściński: gdy przedstawiciel danego plemienia znajdzie się w nowym miejscu, zaczyna od poszukiwań przedstawicieli swojego plemienia. Po trzech dniach znalazłem rodzinę Masajów. I mnie nakarmili. I rzygałem, rzygałem, rzygałem. Co zjadłem to rzygałem, rzygałem, rzygałem. Bo nie jadłem od wielu dni.

Tak Elias znalazł się w Segerei. Tutaj parał się różnych prac, aż w końcu został ochroniarzem domu, w którym mieszkamy.

http://www.blogroku.pl/bezgranic,gw9c0,blog.html

C.D.N. (a to dopiero będą historie…)

Wpis “Eliasowa głowa (część 1)” skomentowano 7 razy

  1. pajk pisze:

    No już nie mogę się doczekać […tu regionalizm świętokrzyski…]
    🙂

  2. Andrzej pisze:

    Agnieszko, Kubusiu, błagam Was! Zostańcie w Dar przynajmniej do końca roku. Chętnie wpadałbym do Was na jakiś miesiąc, pomógł w Waszych obowiązkach pogadał z Eliasem i poszwendał się trochę po okolicy, ale będzie to możliwe najwcześniej w październiku.
    Czekam na kolejne skrypty z rozmów z Waszym ochroniarzem. Domyślam się, że ze względów językowych nie są łatwe. Ale właśnie to jest fascynujące: spotkać człowieka z zupełnie innego niż nasz świata i próbować go zrozumieć. Też bym tak chciał, dlatego zostańcie w Tanzanii do końca roku! Qatar Airways ma całkiem tanie przeloty 🙂

  3. Andrzej pisze:

    właściwie to już we wrześniu mógłbym przyjechać. na dzień nauczyciela powinienem być na bank 🙂

  4. Nauczyciele bez granic pisze:

    hehe, zapraszamy Andriu! Jak byś wziął kilka moich WuEfów byłbym szczęśliwy 🙂 ale obawiam się, że planujemy powrót w sierpniu, a co potem…

    a gdzie i za ile znalazłes loty quatar airways? Egyptair jest po 2000 od osoby w 2 strony.

  5. Andrzej pisze:

    na tanie-loty.pl
    w zależności od terminu najtańsze są Quatar lub Egyptair (2000-2500 z Berlina).

    a właściwie to dlaczego macie kontrakt do sierpnia, skoro rok szkolny kończy się w grudniu?

  6. Andrzej pisze:

    a jeśli chodzi o wuef bardzo chętnie bym Cię Kubo odciążył.
    mógłbym przedstawić dzieciakom podstawy Jersitz Self-defence 😉

  7. Nauczyciele bez granic pisze:

    tak mamy ustalone żeby w razie konieczności móc wrócić do roboty w Polsce 🙁 i zacząć nowy rok szkolny w zimnej, ciemnej…

Dodaj komentarz