Sex on the beach

Plaża w Kendwa wydaje się być dziwnie opustoszała. Można śmiało powiedzieć, że w turystycznym kurorcie rezyduje więcej Tanzańczyków niż Europejczyków. Zanzibarczycy łowią ryby, Masajowie sprzedają rękodzieło i tkaniny, tubylcy wylegują się na hotelowych leżakach i bardzo żywiołowo reagują na nasz widok. Gdy przechadzamy się plażą już z oddali wołają nas i wymachują w powietrzu drobiazgami, które chcą sprzedać. Jeśli zainteresujemy się ‘ofertą’ jednego, od razu zjawia się kolejny, po chwili jeszcze jeden, aż w końcu oblepia nas grupa około dziesięciu sprzedawców i… gapiów? Kieszonkowców? Agnieszka rozmawia w suahili z handlarzami, ja przyglądam się z boku i wypatruję kombinatorów, którzy mogliby mieć zamiar inny niż wciśnięcie nam jednego z wielu bubli. Nie kupujemy nic. Kiepskiej jakości, zwyczajne drobiazgi w ‘turystycznych’ cenach to dla nas żadna gratka. W Dar za bransoletkę czy naszyjnik zapłacimy dwa-trzy razy mniej niż tu. Nie mówiąc o pamiątkach takich jak obrazy czy rzeźby, na których przebicie jest jeszcze większe. Ale po zainteresowaniu handlarzy nami widać, że interes nie idzie najlepiej i klientów, po prostu, brakuje. No cóż. W końcu do mlekiem i miodem płynącego sezonu turystycznego jeszcze daleko.

Przechadzając się po plaży w godzinach przedpołudniowych spotykamy tylko sprzedawców drobnych pamiątek. Później na rozgrzany piasek zaczynają wylegać turyści. A raczej… turystki. Wygląda na to, że do Kendwa przyjeżdżają tylko dziewczyny. Samotne, w małych grupkach, po dwie trzy, kilka… Młodsze, starsze, z różnych części Europy i Ameryki Północnej, trochę Azjatek. Wylegują się na piasku, opalają, kąpią w oceanie, od czasu do czasu korzystają z usług miejscowych masażystów, organizatorów wycieczek i innych przyjemności. Spokojnie, beztrosko wegetują do wieczora. Bo życie w Kendwa zaczyna się po zmroku!

Pewnego dnia przed jedną z hotelowych restauracji trafiamy na rewelacyjną informację! Otóż wieczorem w lokalu ma odbyć się impreza pod wodzą DJa ‚Rege Baby’! Ksywa wodzireja daje nadzieję, że w końcu będziemy mieli szansę pobawić się przy muzyce, którą bardzo lubimy. Po kolacji w ‚les Toits de Palmes’ (ostatnia w moim życiu ośmiornica w sosie kokosowym) idziemy do lokalu, w którym ma odbyć się oczekiwana przez nas z niecierpliwością zabawa taneczna.

Gdy wchodzimy do knajpy, przygrywa cicha, sympatyczna, reggae muzyczka. Jest już ciemno, świece, pochodnie i kolorowe lampiony rozświetlają otwartą przestrzeń restauracji, przydając miejscu romantycznej aury, w której… samotne dziewczyny, a może nie tak bardzo samotne, bo w większych i mniejszych grupach, jedzą kolację. Wszystkie w kusych kieckach i bluzeczkach, które odkrywają więcej niż zakrywają. My siedzimy i popijamy swoje napoje, przez dłuższy czas nic się nie dzieje, więc wychodzimy poza drewniane barierki oddzielające przestrzeń restauracji od plaży. Układamy się wygodnie w hamakach znajdujących się poza romantycznym blaskiem świateł restauracji i z otaczającego nas półmroku widzimy dużo więcej niż z miejsc przy stoliku.

Otwartą przestrzeń restauracji bacznie obserwują ukryci w mroku czarni chłopcy. Około dwudziestka młodych mężczyzn, z knajpy nie widać ich wcale, ale z hamaków widzimy wszystko. Dziewczyny, wybierające z menu kolejne dania, desery, pierwsze drinki i ukrytych w ciemności chłopaków wybierających…

Jesteśmy ciekawi co będzie dalej. Na co czekają przyczajeni w mroku młodzieńcy? Ceny w restauracji zdecydowanie eliminują ich z grona potencjalnych klientów lokalu. Czy czekają, aż dziewczyny wyjdą i będą mogli z nimi zagadać, czy może na jakiś szczególny moment, w którym będą mogli wejść? Stagnacja trwa, dziewczyny jedzą, chłopaki patrzą, my wracamy do stolika. Zamawiamy kolejne napoje i czekamy na rozwój wydarzeń. W końcu do akcji wkracza Rege Baby we własnej osobie. Gładko wygolona głowa, różowa koszula, obcisłe jeansy, nie wygląda na rastamana. Wyłącza przyjemną reggea’ową składankę i swój set rozpoczyna od ‚jamajskich’ klasyków – na początek Abba i Backstreet Boys. Potem jest już tylko gorzej. Obleśne dicho, techno, przegląd popowych koszmarów sprzed lat. Na nasze nieszczęście jesteśmy jedyną parą w zasięgu wzroku wodzireja, więc podchodzi do nas i żywo zachęca do zabawy. ‚Tańczcie, tańczcie, no chodźcie!’. Podrygując w rytm kolejnego zakurzonego szlagieru europejskiego kiczu usiłuje zachęcić nas do oderwania dłoni od szkła i pośladków od miękkich foteli. ‚Dobra ‚Babe’, ale gdzie twoje reggae?’ Jesteśmy już w dobrym nastroju i w stanie, w którym wyciągnięcie nas na parkiet jest łatwiejsze niż przekupienie niektórych tanzańskich policjantów, ale tani pop nie jest w stanie przekonać nas do wstania z wygodnych siedzeń, no, chyba, że w celu opuszczenia lokalu. Na szczęście DJ radykalnie zmienia repertuar i z głośników zaczyna rozbrzmiewać przyjemna, jamajska muzyka. Teraz już nikt nie musi nas namawiać…

Z początku jest drętwo. To znaczy my nie czujemy się drętwo, ale samotna para białasów podrygująca na parkiecie nie może wyglądać na uczestników najbardziej udanej imprezy na Zanzibarze. Jednak po chwili na niewielkim parkiecie robi się dość tłoczno. Dziewczęta odrywają się od stolików, pojawia się nawet jakiś biały facet, a po kilku całkiem niezłych, reggaeowych kawałkach, jeden po drugim, do lokalu zaczynają wślizgiwać się czarni młodzieńcy. Tańcząc ‚wyrywają’ upatrzone uprzednio dziewczyny. Nagle parkiet zamienia się w arenę miłosnych podbojów, a liczba czarno-białych parek rośnie z minuty na minutę. Wyraźnie uradowany tym stanem rzeczy Rege Babe (który też znalazł już sobie towarzyszkę) powraca do repertuaru rodem z wiejskiej dyskoteki, a my postanawiamy opuścić towarzystwo wzajemnej, europejsko-afrykańskiej adoracji.

Następnego dnia stosunki międzynarodowe nadal mają się dobrze! Plaża roi się od mieszanych parek, które wspólnie pływają, spacerują, jedzą w hotelowych restauracjach, leniuchują na plaży. Niestety, niektórym dziewczętom nie udało się znaleźć swoich amatorów. Ze skwaszonymi minami siedzą nad wielkimi deserami, którymi próbują poprawić sobie nastrój, ale wiedzą, że nie wszystko stracone! Tego wieczoru w Kendwa znów odbędzie się (poprzedzone pokazem akrobatycznym) disco, a ‚chłopaków do wzięcia’ jeszcze trochę zostało. Póki co wylegują się tu i tam, zbierają siły na wieczór i noc. Długą, pełną atrakcji i wrażeń, zanzibarską noc.

A my… Spacerujemy i obserwujemy znane tylko z internetowych legend i nielicznych artykułów prasowych zjawisko seks-turystyki. Zastanawiamy się nad tym ‚co oni takiego mają’ i co potrafią, że tyle dziewczyn i kobiet z całego świata przyjeżdża tylko po to, by podczas kilkudniowego seks-safari upolować sobie afrykańskiego partnera i przeżyć z nim kilka dni i nocy. Co takiego sprawia, że zapominają o statystykach, według których 10% (wersja oficjalna) Tanzańczyków ma HIV/AIDS? Czy może wierzą w niezawodność powszechnie dostępnych środków zabezpieczających przed chorobami, które przy takich ‚okazjach’ można złapać? Przygodny seks z nieznajomym mieszkańcem Czarnej Afryki jest jak rosyjska ruletka. Może właśnie to tak podnieca…?

Z zadumy wyrywa nas damski głos. ‚Hello!’ wypowiedziane z najbardziej niemieckim akcentem jaki można sobie wyobrazić. Dziewczyna wygląda znajomo. To właśnie ona poprzedniego wieczora nieśmiało kręciła się dokoła DJa Rege Baby. Wita się z nami, pyta skąd jesteśmy, co tu robimy, jak długo i gdzie zostajemy… Jest Niemką, to widać i słychać, pielęgniarką asystującą przy operacjach, do Kendwa przyjeżdża zwykle dwa razy w roku… Pyta czy wpadniemy na wieczorną dyskotekę. Krótką rozmowę przerywa Rege Baby. Podchodzi do dziewczyny i czule ją obejmuje. Próbujemy wciągnąć go w dialog ale zdaje się za dobrze nie znać angielskiego. W jakim języku tych dwoje dogaduje się ze sobą? Łamaną angielszczyzną? Czy najbardziej uniwersalnym ze wszystkich języków, językiem ciała? Ten drugi chyba im wystarcza.

Wpis “Sex on the beach” skomentowano 10 razy

  1. bw pisze:

    Oj ta Tanzania to piękny kraj!Oj piękny! I taki gorący.Tu szczęście z powodu

    22stopni było dziś niebotyczne! A jutro 25! Niemożliwe. Powódż była w wielu miejscach kraju.W P-niu niegrożnie,ale też.Fela mówi,że zjadłaby ośmiornicę.

  2. Szczepam pisze:

    Szanowni Państwo,
    powyższy tekst byłby dobry do przedłużonego „Faktu’ nie powiem ‚Super Ezpressu’, których sukces prasowy nie podlega dyskusji. Rozumiem też, że publikacja ta stanowi jakieś urozmaicenie społeczno-politycznych wywodów (których jestem zwolennikiem i czytelnikiem). Nasuwa sie jednak pytanie, czy Polityka wymaga takich zabiegów. Osobiście cieszę się z Państwa wycieczki, ja sam bym chciał się znaleźć w takim miejscu. Pytanie jesdnak zasadnicze brzmi (i zadaję to jako czytelnik Polityki) komu to służu i kto za tym stoi (tradycyjnie).

  3. Nauczyciele bez granic pisze:

    Drodzy Czytelnicy

    Prosimy Was bardzo o ustosunkowanie się do tez zawartych w powyższym komentarzu. Z góry dziękujemy i pozdrawiamy.

    autorzy

  4. mat pisze:

    Co do komentarza użytkownika ‚Szczepam’: czytając ten wpis nie odniosłem żadnego wrażenia, że jest to artykuł nawiązujący do polityki. Czytanie opowiadań o codziennym życiu w Tanzanii jest bardzo interesujące. Tym bardziej, że autorzy opisują miejsca i sytuacje w których sami się znaleźli. Ciekawe teksty sprawiają, że wychodzi z tego całkiem niezły blog.
    Porównywanie go do ‚Faktu’ czy ‚SE’ uważam za śmieszne – tam można przeczytać, że żelazko zaatakowało właścicielkę lub inne brednie (kurz z szafy omal nie zabił gospodyni).
    Ten blog śledzę od jakiegoś czasu i zawsze czekam na nowe wpisy. Każda relacja pozwala poznać z bliska życie codzienne mieszkańców Dar w szkole, na targu, a także pozwala spojrzeć na Tanzanię od strony turystycznej (plaża na Zanzibarze).

    Do autorów mam pytanie: czy w Tanzanii odczuwacie w jakiś sposób rozpoczynające się Mistrzostwa Świata w RPA? Czy Tanzańczycy kibicują jakiejś drużynie i czy wogóle interesują się piłką nożną?

    Pozdrawiam serdecznie!

  5. Rysiu pisze:

    Po raz kolejny czytajac sprawozania z wyjazdu Polakow za granice nie moge odpedzic sie od mysli, ze zawsze przeplatane sa „wszechwiedza” czy patrzeniem na innych z gory.
    Wiekszosc Polakow sprawozdajacych relacje ze swoich podrozy charakteryzuje sie tym ze:
    1. Wyjazd jest poza sezonem
    2. Osczedza kazdy grosz i jak na cos nie moze sobie pozwolic, zwasze wina jest po stronie innych(za drogo, tandeta, u nas jest taniej)
    3. Osadanie innych, czym to jest powodowane?

    Pozdrawiam,

  6. tomasz pisze:

    Blog interesujący,czytało się bardzo przyjemnie, jak dla mnie jak najbardziej na swoim miejscu. Pewnie gdybym został sterroryzowany i zmuszony do przeczytania go pod groźbą użycia broni palnej (o tego typu sytuację jak się domyślam chodziło w komentarzu do którego się ‚stosunkuję’) to pewnie także bym był rozeźlony, więc w sumie jestem w stanie zrozumieć negatywne nastawienie.

  7. Nauczyciele bez granic pisze:

    dziękujemy bardzo za komentarze, zapraszamy do doipisywania kolejnych, pytanie o ‚tezy Szczepama’ jest nadal aktualne i wszelkiej krytyki chętnie wysłuchamy;

    mat:
    Dziękuejmy bardzo za miłe słowa, w TZ mistrzostwa są oglądane, ale jakichś wielkich mundialowych emocji się nie odczuwa. Ostatnim meczem, który przyciągnął cały naród do telewizorów był przegrany mecz towarzyski Tanzanii z Brazylią (1:5). Ale Tanzańczycy sport lubią i myślę, że dalsze rundy będą się cieszyć większym powodzeniem.

    Rysiu:
    Dlaczego wrzucasz nas do jednego wora z jakimiś innymi blogami czy relacjami? I prosze rozwiń myśl o osądzaniu innych i patrzeniu na nich z góry. Z góry dziękujemy.

    tomaszu:
    dziękujemy za głos, widzę, że czytając komentarz Szczepama odniosłeś podobne wrażenie co ja: ‚kurcze, skoro tak się nie podoba, to dlaczego Szczepam czyta???’ No, chyba, że ma lufę przy skroni.

  8. Molson pisze:

    Popieram Szczepam. Marketingowy truizm mowi, ze „sex sell”
    Wyglada na to, ze mocodawcy autorow uznali, ze czytelnicy Polityki od czasu do czasu potrzebuja choc odrobine „stymulacji”

  9. kultuurka pisze:

    Szczepan, człowieku, jak ci nie pasuje ten blog, to zawsze możesz się iść trochę przewietrzyć i dotlenić […] ja się tylko zastanawiam, dlaczego my Polacy jesteśmy tacy zawistni??! To chyba wynika z jakiś kompleksów i zazdrości?!! Samym blogowiczom, życzę wszystkiego najlepszego i kontynuowania swojej pracy 😉

  10. Nauczyciele bez granic pisze:

    Molson:
    jesli już to ‚sex sellS’, poza tym nie wiem co się ma sprzedawac na blogu, na którego wejście jest darmowe. I masz rację, na to wygląda, że Redakcja stwierdziła, że odrobinę egzotyki w blogowej części strony dobrze wszystkim zrobi! Bo czyż lektura wieści z drugiej strony równikka nie jest miłą odskocznią od politycznego zgiełku w PL? pozdrawiam

    kultuurka:
    dziękuję bardzo za komentarz, W PEŁNI się z nim zgadzam, choć proszę zachować kulturkę, bym nie musiał następnym razem cenzurować, by nie łamał reguł zamieszczania komentarzy na polityka.pl. Dziękujemy za życzenia.

Dodaj komentarz