Święta Monika i problemy z pamięcią

Schronisko położone przy anglikańskiej katedrze świętej Moniki już na pierwszy rzut oka zrobiło na nas dużo lepsze wrażenie niż hostel Haven i gdyby nie rezerwacja zrobiona w tym drugim przed wyjazdem z pewnością wszystkie noce, które spędziliśmy w Stone Town, przespalibyśmy w St. Monica’s. Co prawda nie byłoby nam wtedy dane poczuć mrocznej atmosfery ciemniejszych zaułków Stone Town, więc ‚nie ma tego złego…’

Jednak bardziej ostrożnym i mniej zaznajomionym z afrykańskimi realiami i lokalnym językiem podróżnikom, podczas wizyty w kamiennym mieście polecałbym raczej nocleg w schronisku anglikanów, niż szukanie po obrzeżach Stone Town innych tanich miejsc. No, chyba, że kogoś stać na wydanie znacznie więcej niż 25 dolarów za pokój dla dwóch osób, wtedy problemów ze znalezieniem hotelu nie będzie. Ale w St. Monica’s nawet bardziej wybredni podróżnicy poczują się nieźle. Urządzone w odnowionym budynku o wybitnie arabskim charakterze, położonym między kościołem a jedną z głównych ulic Stone Town, oddzielone od dość ruchliwej (wystarczająco szerokiej dla dwukierunkowego ruchu samochodów) drogi gęstym ogrodem… Z zewnątrz wygląda przyjemnie. W środku nie jest gorzej. Czyste pokoiki rozmieszczone są wokół patio, z każdego wychodzi się na szeroki balkon, wspólny dla wszystkich pokoi. Gdy przyjdzie ochota wyprostować nogi i poczytać gazetę, można rozsiąść się wygodnie na miękkich poduszkach porozkładanych na kamiennych ławach wbudowanych w podłogę dużego, zadaszonego tarasu z widokiem na kościół i drogę. W schludnej i niedrogiej restauracji na parterze można coś zjeść i wypić, a do piwnicy…

A do piwnicy schodzi się z przewodnikiem, ponieważ nie jest to byle jaka piwnica. Pod hostelem znajdują się lochy, w których więziono niegdyś niewolników. Dwie malutkie, ciemne sale, w jednej przetrzymywano kobiety i dzieci, w drugiej mężczyzn, po kilkadziesiąt osób w każdej, pośrodku wąskie przejście, które pełniło funkcję toalety. Przewodnik opowiada o przeznaczeniu i historii strasznych miejsc, pokazuje elementy ołtarza w kościele, które niegdyś służyły do wiązania i ‚prezentacji’ niewolników, ponieważ katedrę świętej Moniki zbudowano na miejscu dawnego rynku niewolników by upamiętnić oficjalny koniec tego strasznego procederu. Zanzibar aż do pierwszej połowy XIX wieku był ważnym punktem przerzutu niewolników i sprzedaży ludzi, zanim na pokładach statków wysłano ich w dalszą drogę do Europy i obu Ameryk.

Przewodnik podczas prezentacji znajdującego się na dziedzińcu między schroniskiem a katedrą pomnika upamiętniającego niewolników i ich cierpienia wspomina, że ‚wynalazcami’ i niechlubnymi pionierami procederu zniewalania rdzennych mieszkańców Afryki byli Portugalczycy. Zastanawiające czemu ta wersja historii jest tak bardzo popularna wśród Tanzańczyków. Dlaczego mało kto chce pamiętać czasy na długo przed przybyciem białych, gdy poganiaczami i sprzedawcami niewolników byli Arabowie (w niektórych częściach kontynentu na długo przed X wiekiem), czarni wodzowie plemienni (oraz inni bardziej zamożni przedstawiciele społeczeństw czarnej Afryki) wykorzystujący pracę niewolników tak samo jak kilka wieków później biali. Faktem jest, że nie możemy się wykluczyć z puli oprawców Afryki i z ręki Europejczyków kontynent ten nacierpiał się niemało, ale śmiało można powiedzieć, że gdy Portugalczycy przybyli do Afryki (w XV wieku sprowadzając do Europy pierwszych niewolników), trafili na dobrze rozwinięty przemysł handlu ludźmi i najzwyklejszym przekłamaniem jest udzielanie im, czy innym narodom Europy, niechlubnej palmy pierwszeństwa w zniewalaniu Czarnego Lądu.

Niestety częścią obiegowej wiedzy historycznej statystycznego Tanzańczyka (czy mieszkańca innego kraju Afryki, gdzie często słowo mzungu, czy potoczne określenie ‚białasa’ jest wręcz synonimem poganiacza i sprzedawcy niewolników – jak na przykład w graniczącej z Tanzanią Zambii) jest tylko hasło, że to biali zniewolili Afrykę. Reszta dziwnym trafem odeszła w niepamięć. Zjawisko to jest tak powszechne, że nawet znajomy wykładowca filozofii narzeka na elementarne braki znajomości historii Afryki wśród swoich studentów, a przypomnijmy, że w Tanzanii nie jest to wielomilionowa rzesza absolwentów szkół średnich, tylko malutka garstka wybrańców, tych najzdolniejszych, najlepiej wykształconych wśród najbogatszych (tutaj studia nie są przywilejem dostępnym dla każdego).

Wierząc jednak w to, że niemożliwym jest aby człowiek oprowadzający turystów z całego świata po sztandarowych zabytkach Tanzanii nie znał historii własnego kraju, postanawiamy pociągnąć go za język ‘Jak to? Przecież zanim Portugalczycy przybyli do Afryki…’ – kilka retorycznych pytań odświeża pamięć przewodnika. Przyznaje, że owszem, niewolnictwo istniało w Afryce Wschodniej na długo przed przybyciem białych. Zastanawiającym jest jednak, czy takie same problemy z pamięcią miewa oprowadzając wszystkie wycieczki.

Dodaj komentarz